2025-02-02

Ach te moje skrajne odczucia po 2024 roku. Miałam mocno zagmatwaną wiosnę, całkowicie boskie lato i och.. te otchłanie smutnej jesieni… . Gdybyż ten smutek mógł rozmyć się, tak jak mgły… które rozpływają się pod mocą ostrych promieni słońca.. Cóż, i tak pewnie się stanie… ale wolniej, dłużej i wręcz niezauważalnie, tak przypuszczam… Strata przyjaciela, kompana który towarzyszył mi przez ostatnie 4 lata, jego odejście z mojego życia dotknęło mnie przeogromnie. Bo gdy jeszcze był… wtedy tylko sen powstrzymywał go przed nieustannym podążaniem za mną. Mój ukochany kot Fredziu, moje „Czarne Słoneczko” jak zwykłam do niego mówić, jest bezustannie w moim sercu. I tęsknię przeogromnie…

Tak sobie generalizuję, że mężczyźni często są „nie do pokonania”, najczęściej potrafią dążyć do celu z determinacją, mimo przeszkód i wszelkich trudów brną nieustannie do przodu. Och, u mnie jest inaczej, są pewne zdarzenia przez które wylogowuję się z życia i gubię dyscyplinę, zatracam się w otchłani niemożności.

Ale mam świadomość czegoś oczywistego, czegoś czego kiedyś nie było w moim życiu. Czuję że w głębi mnie kotłują się bezkresne pokłady entuzjazmu, radości, szczęścia i żaru. To zupełnie tak jak w przypadku Ziemi skąpanej we mgle, zdawało by się, że jest pogrążona w mroku, z małym zasięgiem widoczności, a przecież wystarczy moment, odpowiedni „zapalnik”, taki jak promienie słońca, aby wydobyć całe jej dobro i rozpostrzec swe piękno i moc. I tak właśnie ja się czuję. Bo w miejscu w którym mieszkam, jesień 2024 była wyjątkowo mglista, zupełnie tak jak i moje odczucia.

A dni mijają jak oszalałe. Nastał 2025, a ja pomalutku tworzę kolejne małe partie skrzynek, szyję serducha i przedzieram się przez papierologię. Ostatnio miałam niezwykłe zdarzenie, które lekko wybudziło mnie z letargu. Dziwne spotkanie z nieznajomą osobą, i to wejrzenie w głąb jej oczu.. to z lekka wstrząsnęło moją duszą, było niczym cichy… budzik…. Poczułam oszołomienie… jakbym ocknęła się z długiego snu i nabrała trzeźwości i wyrazistości. Ach to było takie magiczne i ulotne…
Czasem wystarcza taki, zdawało by się mikro impuls, aby nabrać duży haust świeżego powietrza. Jak to mówi jedna z moich ulubionych, nie tak dawno odkrytych pozytywnych istot, cudowna Anitka Lipko, „Dziś jest najpiękniejszy dzień naszego życia, bo jest dziś”.

